Siadasz do komputera. Masz listę zadań na dziś, ale i tak łapiesz się na scrollowaniu social mediów albo oglądaniu dziesiątego filmu na YouTube „o produktywności”.
Kiedy wreszcie zabierasz się za pracę, jest już po 11:00. Łapiesz „flow”, ale wybija Cię z rytmu dźwięk telefonu. Domownik, który prosi Cię o to, by „coś szybko sprawdzić”, a z kuchni woła pełen zlew brudnych naczyń…
Wiesz, że masz sporo pracy i jeśli nie ogarniesz się TERAZ, będziesz pracować do wieczora.
Ale wiecznie coś wybija Cię ze skupienia.
A ty po prostu chcesz zrobić co trzeba i mieć święty spokój. Tymczasem masz wrażenie, że wszystko sprzysięgło się przeciwko tobie i lepiej by już było… rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady.
Przynajmniej nikt nie wchodziłby Ci do pokoju i nie prosił o „minutkę”…























